Strach przed porodem
Gdzieś przypadkiem jako młoda dziewczyna, a może dziecko, usłyszałam opowieści mamy, ciotek, sąsiadek o porodzie w polskich szpitalach publicznych lata 70-80-90. Brzmiały przerażająco. Przedmiotowe traktowanie kobiety, wulgarne położne, nacinanie krocza. Tak mi to zapadło w pamięci, że na myśl o porodzie przechodziły mnie ciarki. Nie, dziękuję… Zawsze chciałam mieć dzieci, ale ten poród… i do tego pielęgnacja noworodka, nocne wstawanie… Strach. Tak więc nie spieszyłam się do ciąży.
Kiedy odkryłam, że jestem w ciąży, w wieku 35 lat, jednocześnie ucieszyłam się i przeraziłam. Na szczęście trafiłam do alternatywnego centrum porodów. Przeszliśmy przez kurs przygotowania do porodu, zaczęłam pytać, czytać i okazało się, że procedury okołoporodowe, o których słyszałam, takie jak na przykład nacinanie krocza, wcale nie muszą być zastosowane. Że ponoć naturalny poród może być piękny…
Pierwszy poród w szpitalu
Mój pierwszy syn urodził się w Polsce. Wybrałam szpital oddalony o 40 km od domu, bo był nagradzany w akcji Rodzić po ludzku. Położne przemiłe. Lekarz patrzył na mnie jak na wariatkę, bo nie wyraziłam zgody na nacinanie i znieczulenie. Było długo, za długo, za mało oksytocyny, stres, podpinanie do EKG, w końcu sama zgłosiłam się po oksytocynę i jakieś znieczulenie. Na półleżąco nie czułam jak to parcie ma wyglądać. Lekarz praktycznie wyciskał Emila.
Drugi poród w domu
Mila urodziła się krótko po tym, jak namalowałam dla niej obraz i jak się obróciła (patrz poprzedni wpis). Idealnie w wyznaczonym terminie. W domu. Od momentu gdy poczułam, że akcja się zaczyna do momentu narodzin upłynęły niecałe 4 godziny.
Było szybko i intensywnie. Ponieważ był to mój drugi poród czułam, na jakim etapie jestem i wiedziałam, że to nie potrwa długo. Nie zwracałam uwagi na nikogo. Byłam tylko ja i moja córka. Czułam moc kobiety, moc natury. Czułam jak moje ciało się otwiera. Czułam, że to ja kontroluję sytuację, że wiem co robić i robię to, co jest dla nas dobre. Wiedziałam, że rozsadzający ból jest dobry, że nie potrwa długo.
Partner w tym czasie dbał o to, aby położna mogła dojechać, bo… dojazd do naszego osiedla był zablokowany przez starcie między nielegalnymi osiedleńcami a policją! Tak wiem, jak w filmie! Położna była z nami w kontakcie od kilku dni upewniając się, że jest jakiś alternatywny nieoficjalny wjazd na osiedle, bo przecież media wrzały na temat blokady i próby eksmisji osiedleńców przez siły zbrojne. Znaliśmy drogę alternatywną – inny wjazd poprzez ogrodzenie sąsiada – więc partner odebrał położną na samą końcówkę.
Nie było czasu na wannę. Nie było badania dopochwowego, nie było unieruchomienia mnie pod KTG (położna pewnie mierzyła tętno, ale nie pamiętam).
Zapytałam tylko położną czy już mogę przeć? Czy rozwarcie jest wystarczające? Ona potwierdziła i trwało to moment. Na czworakach. Mila urodziła się o 3.30 nad ranem. Położna położyła mi ją na piersi. Ku memu zdziwieniu, nie odcięła od razu pępowiny. Tak jak na filmach, noworodek sam znalazł brodawkę i sam się przyssał. Położna wytarła ją tylko, bez mierzenia, bez kąpania, bez ubierania. Zaleciła, abyśmy spały razem nago, aby czuć siebie nawzajem i budować więź.
Na drugi dzień czułam się świetnie, żadnych komplikacji i szybko wróciłam do formy. Również na drugi dzień siły zbrojne podjęły ostateczną akcję eksmisji grupy nielegalnych osiedleńców i nad naszym domem przez cały dzień latały helikoptery. Mój 2-letni synek spędził dzień w oknie, oczywiście bardziej przejęty helikopterami niż pojawieniem się noworodka.
Wdzięczność
Jestem wdzięczna, że mogłam to przeżyć. Poczuć tę moc i doświadczyć cudu narodzin. Smutkiem napawają mnie opowieści o ignorancji i przemocy, jakiej kobiety doświadczają w związku z aktem, który z natury powinien być cudem. Smutkiem napawa mnie strach kobiet na skutek traumatycznych opowieści o doświadczeniach całych pokoleń naszych matek i babć.
No cóż, miałam szczęście, że znalazłam się w Meksyku, właśnie w tym miejscu, gdzie poród w domu jest albo tradycją albo dostępnym wyborem, a widok kobiety karmiącej piersią publicznie jest tak naturalny, że niezauważalny.
Ciekawa jestem, jakie są wasze myśli związane z porodem w domu?

